Do napisania tej refleksji skłoniła mnie niedawno odbyta rozmowa z jedną z moich koleżanek. Temat nie jest łatwy, być można czytelnik uzna to za zbyt płytkie podejście do tematu. Jednak dla mnie jest ono genialne w swej prostocie, jednak wymaga nie lada wysiłku. Może dlatego jest więc niezbyt popularne. Chodzi bowiem o kwestię podjęcia próby współpracy pomiędzy ludźmi mającymi odmienne poglądy, opinie, wartości. Można tu wstawić cokolwiek ponieważ w rzeczywistości jest tak wiele płaszczyzn na których dochodzi do starcia zdań, że choćby próba wypisania ich w tym miejscu mija się z celem. Nasza dyskusja dotyczyła tematów dość delikatnych bowiem zaczęła się od szeroko pojętej wiary bądź niewiary. Jednak dynamicznie przeniosła się na szersze obszary do refleksji. Część naszych poglądów jest zbieżnych, przy innych widać dość znaczne różnice. Chciałam podzielić się kilkoma wnioskami wspólnymi jak i moimi własnymi, które jak wspomniałam wcześniej mogą wydać się naiwne, jednak ja wierzę, że nie są całkowicie skazane na porażkę.
Pierwszy z nich jest taki, że jednym z podstawowych błędów jest zakładanie złej woli drugiej strony (ktokolwiek by nią nie był). Jeśli spory pojawiają się w momencie, gdy walczymy o dobro ogółu a nie interes pojedynczych jednostek które walczą w sporze to warto uzmysłowić sobie, że każdy wierzy, że jego sposób ogólnie pojętego dobra drugiego człowieka jest najlepszy. Dlaczego zakładamy, że robi nam na złość broniąc swoich przekonań? Należy jednak również pamiętać o tym, że wolność jednego człowieka kończy się w tym miejscu, gdzie zaczyna się wolność drugiego. I to jest wartość niepodlegająca dyskusji. Nie można komuś czegoś narzucać, ponieważ każdy ma wolność wyboru. Ponadto narzucenie komuś swego zdania nie prowadzi do niczego. Wręcz działa na odwrót, zniechęca do idei, do człowieka i do grupy która te idee prezentuje.
Druga sprawa jest taka, że tolerancja jest chyba zbyt często mylona dzisiaj ze zrozumieniem. To ogromny błąd. Nie muszę rozumieć tego co ktoś wyznaję, ale mam go szanować i tolerować jako człowieka. Nie muszę podzielać jego opinii, nie muszę mieć do niego sympatii, mogę czuć do niego niechęć i uważać jego wartości za błędne. Jednak to wciąż zostawia pole do tolerancji. Niby jest to oczywiste jednak w wielu przypadkach widać jak zupełnie inaczej wygląda. Należy mieć szacunek do drugiej osoby, ponieważ jego skrajnie przeciwne poglądy nie sprawiają, że jest człowiekiem mniej niż ty. Życie wszystkich jest warto tyle samo. Nawet jeśli w naszych oczach mówią i robią niekoniecznie najmądrzejsze rzeczy.
Trzecia kwestia jest najbardziej oczywista ale zarazem bardzo trudna. Jeśli zakładamy, że obu stronom zależy na dobru innych to można spokojnie założyć, że warto przynajmniej podjąć próbę znalezienia wspólnego mianownika. Co przychodzi z tego, że wypunktujemy różnice? Nic. Podział będzie się powiększał, a my dodatkowo tracimy na to czas zamiast poświęcić go temu co istotne. Poza tym znalezienie płaszczyzny porozumienia może niejeden raz przynieść bardzo pozytywne skutki i nowe rozwiązania. Nikt nie zmusi nikogo do zmiany stanowiska, jednak jeśli skupimy się na znalezieniu dobra a nie zła w drugiej stronie to mogą wyjść z tego zaskakujące dobre wnioski i działania.
Jest to niezwykle wymagająca ścieżka, dialog nie jest łatwy. Jednak wysiłek podjęty w kierunku połączenia sił jest wart podjęcia. Lepiej wykorzystać siły i zasoby w szczytnych celach, a nie wyszukiwać na siebie brudy i dyskredytować jak tylko się da najbardziej. To do niczego nie prowadzi. To poniżej naszej godności osoby ludzkiej.